Zaczęło się od kilku osób spotykających się na torach w Holandii, wspólnych treningów i pomysłu, który długo bardziej przypominał marzenie niż gotowy projekt. Dziś wokół Driftmaniacs Polish Drift Nation działa około trzydziestu osób: kierowcy, ich bliscy, fotografowie, filmowcy i ludzie zajmujący się organizacją. Samochody nadal są w centrum tej historii, ale nie wystarczą, żeby ją wyjaśnić.
RadioPolskaNL jest patronem medialnym Driftmaniacs Polish Drift Nation.
Zanim była grupa, były tory i znajomości
Pomysł na stworzenie Driftmaniacs narodził się u Damiana. Chciał zebrać wokół siebie ludzi, którzy mieszkają w Holandii lub Belgii, interesują się driftingiem, jeżdżą na treningi i zamiast spotykać się przypadkiem raz na kilka tygodni, mogliby zacząć działać razem. Nie zaczynał jednak od budowania marki czy szukania sponsorów. Najpierw była zwyczajna motoryzacyjna zajawka i coraz więcej czasu spędzanego na torach.
Sam drift pojawił się w życiu Damiana znacznie wcześniej. Kasia, jego żona, pochodzi z Torunia i – jak opisuje ekipa – od młodych lat była blisko motoryzacji i torów. To właśnie po jej poznaniu Damian coraz mocniej zainteresował się driftingiem. Pasję do motorsportu dzielił również ze swoim bratem Daro, który wspomina, że motoryzacja towarzyszyła im właściwie od zawsze. Przełomem okazał się wspólny trening samochodem Damiana. Po nim bracia rozpoczęli budowę kolejnego auta, tym razem przygotowywanego dla Daro. Z czasem sporadyczne wyjazdy na tor przerodziły się w regularne treningi i coraz większe zaangażowanie w drifting.
Na holenderskich torach zaczęli poznawać kolejnych Polaków. Jednym z nich był Michał, który później uczestniczył w tworzeniu grupy. Na kolejnych treningach pojawili się Patryk i Ola. Znajomość zaczęła się bardzo zwyczajnie, od pomocy przy samochodzie: Damian pomógł Patrykowi ustawić zbieżność, a kiedy później sam uszkodził auto po spotkaniu ze ścianą, Patryk pomagał przy naprawie. Był maj 2025 roku i jeszcze nikt nie mógł wiedzieć, jak szybko te luźne kontakty zmienią się w stałą ekipę.
Lipiec 2025. Driftmaniacs zaczyna znaczyć coś więcej
Za właściwy początek Driftmaniacs grupa uznaje lipiec 2025 roku. Po odbudowie samochodu Damiana udało się po raz pierwszy przyjechać wspólnie na trening organizowany przez jedną z holenderskich ekip. Na miejscu stanęło pięć samochodów. Byli Patryk, Ola, Michał i Darek, który przyjechał własnym autem. Tamten dzień nie zakończył się zresztą bez przygód – także jego samochód zaliczył kontakt ze ścianą – ale ważniejsze od strat w blachach było coś innego: po raz pierwszy nie byli już wyłącznie grupą ludzi, którzy znają się z toru.
Od tamtej pory skład zmieniał się naturalnie. Nie każdy został, dochodzili nowi kierowcy, a wokół nich kolejne osoby, bez których wspólne wyjazdy, materiały wideo czy organizacja większych przedsięwzięć byłyby znacznie trudniejsze. Według najnowszych informacji przekazanych RadioPolskaNL Driftmaniacs ma obecnie około dziesięciu aktywnych kierowców, natomiast z całą ekipą związanych jest mniej więcej trzydzieści osób.
Ta liczba dobrze pokazuje, dlaczego określenie „grupa driftingowa” opisuje tylko część rzeczywistości. W Driftmaniacs są kierowcy, ale są też osoby przygotowujące zdjęcia i filmy, pomagające przy promocji, organizujące wyjazdy, wspierające logistykę oraz partnerzy i rodziny, które spędzają z ekipą kolejne weekendy. Siedmioletni Olivier, syn Daro, dorasta wśród samochodów i torów; Kasia angażuje się w organizację i nagrania, a sama również próbuje jazdy. Nikola wspiera ekipę w organizacji, mediach, fotografii i działaniach promocyjnych. Maciej i Jakub pracują przy materiałach filmowych. Role przenikają się, bo podczas wyjazdu nikt nie funkcjonuje w oderwaniu od reszty.
Do ekipy można było trafić na wiele sposobów
Najciekawsze w historii Driftmaniacs jest to, że nie da się wskazać jednego sposobu, w jaki ludzie dołączali do grupy. Jedni znali się wcześniej, inni spotkali się na treningu, jeszcze inni trafili tutaj przez znajomych albo zupełny przypadek. Maciej interesował się driftem od kilku lat, ale w Holandii nie znał nikogo, kto aktywnie jeździłby na tor. Podczas car spotu zamienił kilka zdań z jednym z chłopaków i dostał zaproszenie na trening następnego dnia. Miał właściwie tylko adres.
„Ta decyzja odmieniła moje życie. Poznałem tam świetnych ludzi, przy których chce się zostać”.
Maciej, Driftmaniacs Polish Drift Nation
Darek, którego ekipa nazywa „Darkiem z Kompota”, kilka lat wcześniej napisał na facebookowej grupie krótkie pytanie, czy ktoś w Holandii jeździ bokiem. Tak poznał Przemka. Później pojawił się Damian, wspólne treningi i wreszcie Driftmaniacs. W jego opowieści ważniejsza od kolejnych przejazdów jest świadomość, że grupa pomogła mu nie porzucić pasji mimo pracy i codziennych obowiązków. Jak sam mówi, dzięki tym ludziom wróciła mu również wiara w bezinteresowną pomoc.
Grzegorz znalazł drogę do ekipy przez… ogłoszenie z felgami. Pod koniec grudnia 2025 roku pojechał po komplet, który sprzedawał Michał. Dopiero na miejscu zorientował się, że człowiek po drugiej stronie ogłoszenia jest związany z ekipą, którą wcześniej widział na torze w Lelystad. Rozmowa o felgach szybko zeszła na drifting, wspólne wyjazdy i planowaną Andorę. Niedługo potem Grzegorz znalazł się na grupie WhatsApp, a razem z nim do Driftmaniacs trafił Martin – Łotysz i jedyna obecnie osoba w ekipie spoza Polski.
Przemka z kolei znaleziono przez Instagram, gdzie publikował filmy z wyjazdów na drifty. Pierwsze spotkanie odbyło się na torze w Lelystad i wystarczyło, żeby kolejne treningi przestały być przypadkowymi spotkaniami. Z czasem podobnych historii było coraz więcej. Grupa rosła nie przez formalny nabór, ale dzięki kolejnym kontaktom, pomocy przy samochodach i temu, że ludzie chcieli wracać.
Z kamerą na tor, z własnym autem do Andory
Jakub początkowo wcale nie miał jechać z Driftmaniacs jako kierowca. Zajmował się filmem i przez Mateusza z Addicted Netherlands dostał propozycję wyjazdu do Andory, podczas którego miał dokumentować trasę, samochody i ludzi. Pojechał z kamerą, szukał ujęć po drodze i na miejscu, a przy okazji dostał szansę, żeby usiąść za kierownicą BMW E36 należącego do Daro.
„Pojechałem jako gość z kamerą, a wróciłem z poczuciem, że znalazłem swoich ludzi”.
Jakub, Driftmaniacs / Addicted Netherlands
Po powrocie zaczął szukać własnej driftówki. Znalazł BMW E46 z silnikiem 2.8, zmienił też samochód używany na co dzień i zrobił prawo jazdy kategorii B+E, żeby móc samodzielnie ciągnąć lawetę. Na kolejny wyjazd do Andory jedzie więc już w podwójnej roli: nadal będzie pracował przy materiałach, ale tym razem zabiera także własne auto.
Wojtek i Werka również długo stali po drugiej stronie toru. Damian wcześniej namawiał Wojtka, żeby kupił samochód i zaczął jeździć, ale pomysł pozostawał w kategorii „kiedyś”. Dopiero kilka wizyt na torze i informacja o przygotowywanym wyjeździe do Andory sprawiły, że decyzja zapadła naprawdę. Auto udało się kupić, choć przygotowania trwały niemal do ostatniego dnia. Samochód był malowany dwa dni przed podróżą.
Samochody są ważne, ale nie tłumaczą tej historii
W wypowiedziach osób związanych z Driftmaniacs samochody pojawiają się bez przerwy: BMW E36 i E46, ustawienia zawieszenia, koła, lawety, naprawy, przejazdy i ściany, których czasem nie udało się ominąć. Kiedy jednak pada pytanie o to, dlaczego chcą spędzać ze sobą czas również poza torem, rozmowa szybko schodzi z techniki na relacje.
Dominika poznała grupę przez swojego męża Darka. Za przełomowe wspomnienie uznaje nie event, lecz wspólną kolację wigilijną. Wchodziła do środowiska, którego prawie nie znała, ale – jak wspomina – nie było poczucia, że jest kimś z zewnątrz. Z czasem osoby poznane przez drift stały się przyjaciółmi, a dom Kasi i Damiana jednym z tych miejsc, z których wyjeżdża się już z myślą o kolejnym spotkaniu.
„Można przyjechać dla samochodów, driftu i adrenaliny, a zostać dla ludzi”.
Dominika
Dla Kamili podobne znaczenie ma emigracyjny kontekst tej znajomości. Ludzie mieszkający z dala od rodzinnego kraju dobrze wiedzą, jak łatwo po przeprowadzce stracić codzienny kontakt z bliskimi. Ona opisuje Driftmaniacs jako „drugą rodzinę”, która powstała właśnie tutaj, w Holandii. Edyta z kolei po raz pierwszy spotkała część grupy w domu Kasi i Damiana podczas Wielkanocy 2026, a dopiero później zobaczyła ekipę na torze w Andorze. W jej przypadku kolejność była więc odwrotna: najpierw poznała ludzi, a dopiero potem zrozumiała pasję, która ich połączyła.
Touge Soukoukai. Własny projekt na Circuit Andorra
Po kilku wspólnych treningach w Holandii i spotkaniach poza torem pojawił się pomysł, który miał sprawdzić, czy Driftmaniacs potrafi zrobić krok dalej. Podczas wspólnej Wigilii Damian przedstawił plan wyjazdu na Circuit Andorra – Pas de la Casa. Dla części osób był to tor znany wcześniej głównie z internetu i symulatorów. Tym razem trzeba było jednak zorganizować realny transport samochodów, lawety, noclegi i cały wyjazd grupy przez Europę.
Pierwsza edycja Touge Soukoukai odbyła się 30 i 31 maja 2026 roku. Na torze pojawiło się 13 samochodów, z czego 11 reprezentowało Driftmaniacs. W materiałach przygotowanych później przez ekipę ten wyjazd przewija się jako moment, po którym grupa nabrała pewności, że potrafi organizować przedsięwzięcia wykraczające poza wspólny trening w Holandii. Dla Kasi i Damiana miał także osobisty wymiar: podczas pobytu w Andorze obchodzili 15. rocznicę ślubu.
Majowy wyjazd zainspirował Mareckiego z Kunszt Records do stworzenia utworu «Drift Maniacs», który ekipa zaczęła traktować jako swój hymn. Utworu można posłuchać na YouTube.
Druga edycja została zaplanowana na 25–27 września 2026 roku i będzie miała inny charakter: to zamknięty trening przeznaczony dla samej ekipy. O tym, kto jedzie, jakie samochody trafią na tor i czym wrześniowy wyjazd różni się od majowego, piszemy w osobnym materiale o drugiej edycji Touge Soukoukai.
Addicted Netherlands. Współpraca zamiast budowania kolejnych podziałów
Jeszcze zanim powstało Driftmaniacs, część osób znała środowisko Addicted Netherlands. Z czasem relacja pomiędzy grupami zaczęła wychodzić poza pojedyncze spotkania. Mateusz z Addicted Netherlands wspomina, że na pierwsze spotkanie pojechał trochę w roli „zwiadowcy”, żeby przekonać się, kim są ludzie stojący za nową ekipą. Kolejne wizyty miały już zupełnie inny charakter, a obie społeczności zaczęły organizować wspólne działania.
W Rozenburgu, w okolicach Rotterdamu, odbyło się wspólne spotkanie, na które mimo bardzo złej pogody przyjechali zarówno drifterzy, jak i właściciele samochodów niezwiązanych bezpośrednio z jazdą bokiem. To podejście obie grupy chcą rozwijać: mniej podziałów na „naszych” i „waszych”, więcej wydarzeń, na których punktem wspólnym jest po prostu motoryzacja.
Kolejnym przykładem ma być Halloween Car Meet Driftmaniacs x Addicted Netherlands zaplanowany na 31 października w Enkhuizen. W dalszej perspektywie pojawiają się również wspólne projekty, wyjazdy do Niemiec i pomysły sięgające znacznie dalej niż Holandia. W materiałach grupy pada nawet Japonia, choć na tym etapie jest to bardziej kierunek marzeń niż gotowy plan z datą w kalendarzu.
Partnerzy, którzy wspierają rozwój Driftmaniacs
Wraz z rozwojem grupy pojawili się także partnerzy wspierający kolejne projekty i wyjazdy Driftmaniacs. Wśród firm współpracujących z ekipą znajdują się Black Diamond Studio, Café de Klets, WebshopNicole.com, G-Details, Avalanche Windows oraz Avalanche Projecten.
Co dalej?
Najciekawsze w historii Driftmaniacs jest to, jak niewiele czasu minęło od pierwszego wspólnego wyjazdu pod tą nazwą. Lipiec 2025 roku dzieli od dzisiejszej ekipy zaledwie kilkanaście miesięcy, a w tym czasie grupa zdążyła przejść od pięciu samochodów na treningu w Holandii do własnego projektu w Andorze, współpracy z innymi środowiskami motoryzacyjnymi i sieci osób, które mają w tym wszystkim własne role.
Nikola, która dołączyła później niż pierwsi kierowcy, myśli już o kolejnym sposobie opowiedzenia tej historii: książce łączącej fotografie, wspomnienia i sytuacje, których nie widać z perspektywy widza stojącego przy torze. Nie ma to być kronika wyników ani katalog samochodów. Punktem ciężkości ponownie mają być ludzie.
To dobrze pasuje do tego, czym Driftmaniacs stało się w ciągu pierwszego roku. Drift pozostaje powodem, dla którego wszyscy trafili w to samo miejsce. Nie jest jednak jedynym powodem, dla którego nadal chcą tam być.
FAQ – Driftmaniacs Polish Drift Nation
Kiedy powstało Driftmaniacs Polish Drift Nation?
Grupa uznaje za swój początek lipiec 2025 roku, kiedy po raz pierwszy pojechała wspólnie na trening jako Driftmaniacs. Pomysłodawcą i założycielem jest Damian.
Ile osób tworzy Driftmaniacs?
Według najnowszych informacji przekazanych redakcji grupa ma około 10 aktywnych kierowców, natomiast z całą ekipą związanych jest mniej więcej 30 osób, wliczając ludzi wspierających organizację, media, logistykę oraz bliskich kierowców.
Czy Driftmaniacs działa tylko w Holandii?
Większość osób związanych z ekipą mieszka w Holandii i tutaj grupa ma swoje korzenie, ale jej działalność obejmuje również zagraniczne treningi i wyjazdy. Największym dotychczasowym projektem jest Touge Soukoukai na Circuit Andorra.
Czy w Driftmaniacs są wyłącznie Polacy?
Nie. Zdecydowaną większość ekipy tworzą Polacy, ale związany z grupą Martin pochodzi z Łotwy.
Źródła
- Materiały, wypowiedzi i informacje przekazane RadioPolskaNL przez Driftmaniacs Polish Drift Nation.
- Korespondencja redakcji RadioPolskaNL z Nikolą Z. Aleksiejczyk, wrzesień 2026.
- Driftmaniacs Polish Drift Nation – Instagram.
Ostatnia aktualizacja: 23 września 2026, 12:05. Źródła: Driftmaniacs Polish Drift Nation, korespondencja redakcyjna.