Po rozmowach z Marleną van Zessen i dotychczasowym kontakcie z autorką trudno nie zwrócić uwagi na jej ciepło, otwartość i życzliwość. Gdy później sięga się po „Drogę kobiety” i poznaje historię dziewczynki oraz młodej kobiety, którą była, jeszcze wyraźniej widać, jak długą drogę przeszła, zanim stała się kobietą, którą jest dzisiaj.
To nie jest przy tym książka, którą po prostu się kończy i odkłada na półkę. Są w niej fragmenty, przy których czytelnik zatrzymuje się na dłużej, a niektóre pytania i emocje pozostają jeszcze po zamknięciu ostatniej strony.
O „Drodze kobiety”, jej historii i wcześniejszych projektach Marleny van Zessen pisaliśmy już na RadioPolskaNL. Tym razem oddajemy głos samej autorce. Przed premierą książki zapytaliśmy ją o moment, w którym zdecydowała się opowiedzieć własną historię, granice szczerości, wpływ życia w Holandii oraz o nadzieję, która mimo trudnych doświadczeń pozostaje jednym z najważniejszych elementów tej opowieści.
„Dotychczas oddawałam głos innym”
„Droga kobiety” jest książką bardzo osobistą. W którym momencie poczuła Pani, że jest już gotowa, aby opowiedzieć własną historię publicznie?
Pod koniec 2025 roku wycofałam się na pewien czas z mediów społecznościowych, bez jakiegoś szczególnego powodu, i wewnętrznie zaczęłam wchodzić w osobiste procesy sama ze sobą.
I z tego zaczęła powstawać książka.
Zaczęłam rozumieć, że dotychczas oddawałam głos innym, a teraz jestem gotowa opowiedzieć historię własnym głosem. Bez ukrywania tego, co było trudne, ale też bez pozwalania, aby przeszłość definiowała mnie w całości.
„Nie miałam już bezpiecznego dystansu”
Przez lata realizowała Pani projekty, w których opowiadała historie innych ludzi. Co było najtrudniejsze w momencie, gdy tym razem to Pani sama stała się bohaterką opowieści?
W projektach poświęconych innym osobom mogłam stać obok ich historii, słuchać i pomagać im ją opowiedzieć. Pisząc „Drogę kobiety”, nie miałam już tego bezpiecznego dystansu. Musiałam sama wejść do miejsc, które przez lata pozostawały zamknięte.
Najtrudniejsze było pokazanie siebie bez późniejszej wiedzy i bez oceniania dziewczynki oraz młodej kobiety, którą wtedy byłam. Łatwo jest patrzeć na dawne decyzje z perspektywy dorosłej osoby, ale tylko wtedy, kiedy mamy już świadomość siebie.
Znacznie trudniej przypomnieć sobie samotność, lęk i potrzebę miłości, z których te decyzje wynikały, ponieważ trzeba było ponownie zanurzyć się w tych emocjach i uczuciach, aby je zrozumieć.
Chyba po raz pierwszy musiałam nauczyć się patrzeć na siebie z taką samą uważnością, z jaką wcześniej patrzyłam na bohaterów swoich projektów.
Historie za drzwiami zwykłych domów
W jednym z przesłanych fragmentów pisze Pani, że „najpiękniejsze i najtrudniejsze historie często kryją się za drzwiami zwykłych domów”. Czy właśnie to jest jedna z głównych myśli „Drogi kobiety”?
Tak, ponieważ z zewnątrz wiele domów i rodzin wygląda zupełnie zwyczajnie. Za ich drzwiami mogą jednak rozgrywać się historie, o których dzieci nie potrafią mówić, a dorośli nie chcą lub nie umieją ich dostrzec.
Jednocześnie to zdanie dotyczy także piękna. W tych samych domach, obok bólu, mogą pojawiać się drobne gesty miłości, przyjaźni i dobra, które pozwalają dziecku przetrwać. Chciałam pokazać człowieka i jego życie w całej złożoności.
Dlatego w książce są zarówno sceny bardzo trudne, jak i wspomnienia osób oraz chwil, które dawały mi nadzieję.
„Istotą książki jest droga”
Książka porusza trudne doświadczenia, ale z jej fragmentów bardzo mocno przebija również nadzieja. Zależało Pani od początku, aby nie była to wyłącznie opowieść o tym, co bolało, ale także o wychodzeniu z tych doświadczeń?
Tak. Nie chciałam zatrzymać czytelnika wyłącznie w bólu. Trudne doświadczenia są ważną częścią tej historii, ponieważ bez nich nie da się zrozumieć moich późniejszych wyborów, relacji i sposobu patrzenia na siebie. Jednak istotą książki jest droga.
Wychodzenie z dawnych doświadczeń nie wydarzyło się w jednej chwili. Był to długi proces, pełen błędów, powrotów i kolejnych prób.
Nadzieja w tej książce nie polega na obietnicy, że wszystko można łatwo naprawić. Wynika z przekonania, że nawet po bardzo trudnych przeżyciach można odzyskiwać siebie, własny głos i prawo do życia po swojemu.
„Szczerość nie wymaga powiedzenia wszystkiego”
Czy podczas pisania były momenty, w których zastanawiała się Pani, czy niektórych historii jednak nie publikować? Gdzie przebiegała dla Pani granica między szczerością wobec czytelnika a zachowaniem czegoś tylko dla siebie?
Takich momentów było wiele. Najtrudniejsze fragmenty dotyczyły doświadczeń, o których przez lata prawie nie mówiłam. Zastanawiałam się, czy jestem gotowa na to, że przeczytają je nie tylko obcy ludzie, lecz także osoby znające mnie i moją rodzinę.
Za każdym razem zadawałam sobie pytanie, dlaczego chcę opisać daną scenę. Jeśli miała pomóc czytelnikowi zrozumieć drogę dziecka i późniejszej kobiety, zostawała. Jeśli służyłaby jedynie odsłonięciu czyjejś prywatności albo wywołaniu wstrząsu, rezygnowałam z niej lub zmieniałam sposób opowiedzenia.
W książce jest dużo niedopowiedzeń, ale jest to zamierzony zabieg.
Poza tym szczerość nie wymaga powiedzenia wszystkiego. Wymaga prawdy w tym, co decydujemy się powiedzieć. Zachowałam więc także przestrzeń, która należy tylko do mnie i moich najbliższych.
Holandia dała przestrzeń, ale nie rozwiązała przeszłości
Od wielu lat mieszka Pani w Holandii. Czy dystans od Polski i życie tutaj miały wpływ na sposób, w jaki po latach spojrzała Pani na własną historię?
Myślę, że miały duży wpływ. Wyjazd stworzył fizyczny i emocjonalny dystans od miejsc, w których rozgrywała się moja historia. Dopiero z oddalenia zaczęłam dostrzegać pewne schematy i rozumieć, jak mocno dzieciństwo wpłynęło na moje późniejsze życie.
Holandia stała się miejscem, w którym budowałam siebie na nowo: jako kobietę, żonę, matkę, babcię, fotografkę i twórczynię projektów.
Spotkałam tu również kobiety pochodzące z różnych krajów, które nosiły w sobie własne, często niewidoczne historie. To uświadomiło mi, że choć nasze doświadczenia mogą być odmienne, potrzeba bezpieczeństwa, miłości i bycia zauważoną jest uniwersalna.
Sam dystans geograficzny nie rozwiązuje jednak przeszłości. Dał mi przestrzeń, ale dopiero świadoma praca nad sobą pozwoliła mi spojrzeć na własną historię inaczej.
Dla kobiety, która „w swojej sile zgubiła samą siebie”
Do jakiej osoby przede wszystkim chciałaby Pani, aby trafiła „Droga kobiety”? Czy podczas pisania miała Pani przed oczami konkretnego czytelnika?
Najczęściej miałam przed oczami kobietę, która przez wiele lat była silna dla wszystkich, ale w tej sile zgubiła samą siebie. Kobietę, która nosi w sobie wstyd, poczucie winy albo przekonanie, że jej historia jest zbyt trudna, zbyt zwyczajna lub nieważna, aby o niej mówić.
Ta książka jest również dla osób, które chcą lepiej zrozumieć, dlaczego człowiek po trudnym dzieciństwie podejmuje określone decyzje i pozostaje w relacjach, które mu nie służą.
Chciałabym, aby czytelnik nie oceniał mnie wyłącznie przez pryzmat moich wyborów, lecz próbował zobaczyć drogę, która do nich prowadziła.
„Jej historia ma znaczenie, ale nie musi wyznaczać całej przyszłości”
Premiera książki odbędzie się 30 września. Z jaką jedną myślą chciałaby Pani zostawić osobę, która przeczyta ostatnią stronę „Drogi kobiety”?
Chciałabym, aby została z myślą, że jej historia ma znaczenie, ale nie musi wyznaczać całej jej przyszłości.
Człowiek nie może zmienić tego, co go spotkało. Może jednak z czasem zmienić sposób, w jaki patrzy na siebie, i przestać ponosić winę za coś, za co nigdy nie był odpowiedzialny.
Jeśli po przeczytaniu ostatniej strony choć jedna osoba poczuje: „Nie jestem sama. Chciałabym również zacząć wracać do siebie”, wtedy ta książka spełni swoją najważniejszą rolę.
„Droga kobiety” Marleny van Zessen – premiera 30 września
„Droga kobiety” ukaże się 30 września 2026 roku. RadioPolskaNL objęło książkę patronatem medialnym i będzie wracać do projektu również w kolejnych publikacjach.
Przed premierą opublikujemy osobny materiał poświęcony książce, osobom i organizacjom zaangażowanym w jej powstanie oraz promocję. Będzie też czas na praktyczne informacje związane z premierą.
To również nie koniec naszej rozmowy z Marleną van Zessen. W kolejnym, znacznie szerszym wywiadzie porozmawiamy o jej historii, życiu w Holandii, wcześniejszych projektach i doświadczeniach, które doprowadziły ją do miejsca, w którym znajduje się dzisiaj.