O piątej rano na holenderskich drogach zaczyna się ruch, którego większość mieszkańców nawet nie zauważa. Busy jadą w stronę szklarni, magazynów, sortowni, zakładów mięsnych i centrów dystrybucyjnych. W części z nich siedzą osoby, które przyjechały do Holandii kilka dni wcześniej i za kilka tygodni wrócą do Polski. Inni znają tę trasę na pamięć, bo pokonują ją kolejny sezon z rzędu. Są też tacy, którzy kiedyś przyjechali podobnym busem, a dziś mają własne mieszkanie, stałą pracę i dzieci uczące się w holenderskiej szkole.
W statystykach, mediach i codziennych rozmowach wszyscy mogą zostać nazwani Polonią w Holandii. To wygodne określenie, ale ukrywa ogromne różnice. Dla jednej osoby Holandia jest miejscem kilkutygodniowego zarobku. Dla drugiej regularnym przystankiem, do którego wraca co roku. Dla trzeciej krajem, w którym spędza większość życia, chociaż rodzina i najważniejsze plany pozostają w Polsce. Dla czwartej stała się domem.
Nie istnieje więc jedna historia polskiej emigracji do Holandii. Nie ma też jednej liczby, która obejmowałaby wszystkich: stałych mieszkańców, pracowników sezonowych, osoby krążące pomiędzy krajami oraz dzieci urodzone już tutaj. Żeby zrozumieć współczesną Polonię, trzeba najpierw zaakceptować, że tworzą ją ludzie żyjący według zupełnie różnych rytmów.
Jedno określenie, co najmniej cztery różne rzeczywistości
Przez wiele lat dominował prosty obraz emigracji zarobkowej. Człowiek wyjeżdżał z Polski, podejmował pracę za granicą, a później albo wracał, albo osiedlał się na stałe. W przypadku Holandii taki podział często nie wystarcza.
Swoboda przemieszczania się w Unii Europejskiej, rozbudowana sieć agencji pracy, stosunkowo niewielka odległość od Polski i zapotrzebowanie na pracowników sprawiły, że migracja stała się bardziej elastyczna. Można wyjechać na dwa miesiące, wrócić na kilka tygodni, ponownie podjąć pracę, zmienić region, a później przez rok w ogóle nie pojawić się w Holandii. Można też pracować tutaj przez większą część roku, ale nadal uważać Polskę za jedyne miejsce stałego zamieszkania.
Dlatego mówiąc o Polakach w Holandii, warto rozróżnić przynajmniej cztery grupy. Granice pomiędzy nimi nie są sztywne, a jedna osoba może z czasem przejść z jednej do drugiej.
Przyjazd na jeden sezon
Dla części osób Holandia jest miejscem krótkiej pracy. Przyjeżdżają na zbiory owoców i warzyw, okres zwiększonej produkcji, kilka miesięcy pracy w magazynie albo konkretny kontrakt. Cel jest zazwyczaj jasno określony: zarobić ustaloną kwotę i wrócić.
Taki wyjazd nie musi być początkiem emigracji. Dla wielu ludzi pozostaje jednorazowym doświadczeniem. Po zakończeniu umowy wracają do wcześniejszego życia w Polsce i już nigdy nie podejmują pracy w Holandii. Powodem może być ciężka praca, rozłąka z rodziną, warunki zakwaterowania albo po prostu osiągnięcie finansowego celu.
Krótki pobyt wpływa również na sposób funkcjonowania na miejscu. Jeżeli ktoś wie, że za sześć lub osiem tygodni wyjedzie, zwykle nie szuka własnego mieszkania, nie zapisuje się na długi kurs języka i nie buduje szerokiej sieci znajomości. Najważniejsze stają się praca, liczba godzin i to, ile pieniędzy uda się przywieźć do domu.
Nie oznacza to, że każda osoba sezonowa jest odizolowana lub bezradna. Wielu pracowników dobrze zna swoje prawa, świadomie wybiera krótkie kontrakty i traktuje taki system jako korzystny. Problem zaczyna się wtedy, gdy krótki pobyt oznacza pełne uzależnienie od agencji, pracodawcy albo pośrednika, który jednocześnie kontroluje pracę, transport i dach nad głową.
Powrót do Holandii każdego roku
Druga grupa to migranci cyrkulacyjni. Formalnie nie przeprowadzili się do Holandii na stałe, ale ich związek z tym krajem nie kończy się po jednym kontrakcie. Wracają kolejny sezon, czasem do tego samego zakładu, gospodarstwa lub magazynu. Znają przełożonych, zasady pracy i okolicę. Wiedzą, gdzie zrobić zakupy, jak załatwić podstawowe sprawy i czego unikać.
Taki tryb może trwać znacznie dłużej, niż sugeruje słowo „sezon”. Ktoś przez osiem czy dziesięć lat może regularnie pracować w Holandii, ale nigdy nie podjąć decyzji o stałej przeprowadzce. Jego dom, partner, dzieci, nieruchomość i plany na przyszłość pozostają w Polsce.
Dla części rodzin jest to świadoma strategia ekonomiczna. Jedna osoba zarabia w euro, a druga prowadzi codzienne życie domu w Polsce. Pieniądze z Holandii pozwalają spłacić kredyt, wyremontować mieszkanie, sfinansować edukację dzieci albo utrzymać rodzinę w okresie, gdy lokalne zarobki nie wystarczają.
Cena takiego rozwiązania nie zawsze jest widoczna w statystykach. To długie okresy rozłąki, życie według kalendarza wyjazdów i powrotów oraz poczucie, że w żadnym miejscu nie jest się w pełni obecnym. Osoba pracująca w Holandii może tęsknić za codziennością w Polsce. Po powrocie może z kolei mieć poczucie, że stała się gościem we własnym domu.
Życie rozłożone pomiędzy dwa kraje
Jeszcze inaczej wygląda sytuacja osób, które mieszkają w Holandii przez większość roku, ale nie przeniosły tutaj całego życia. Pracują, opłacają ubezpieczenie, korzystają z holenderskiej służby zdrowia i załatwiają sprawy w tutejszych urzędach. Jednocześnie regularnie jeżdżą do Polski, utrzymują tam mieszkanie, pomagają rodzicom albo inwestują wszystkie oszczędności z myślą o przyszłym powrocie.
Ich codzienność jest transnarodowa, chociaż mało kto używa tego określenia w zwykłej rozmowie. Telefon z Polski może być ważniejszy niż wiadomość od holenderskiego sąsiada. Urlop oznacza nie wypoczynek, lecz załatwianie spraw rodzinnych i urzędowych. Weekendowy wyjazd to kilkanaście godzin w samochodzie, żeby zdążyć na urodziny, święta albo wizytę u lekarza.
W tej grupie pytanie o dom nie zawsze ma jedną odpowiedź. Holandia jest miejscem pracy i codziennych obowiązków. Polska pozostaje miejscem emocjonalnego zakorzenienia. Czasami ten układ jest etapem przejściowym. Czasami trwa przez większą część dorosłego życia.
Osiedlenie na stałe
Czwartą grupę tworzą osoby, które związały swoją przyszłość z Holandią. Mają tutaj rodzinę, własne mieszkanie albo wieloletnią umowę najmu, stabilną pracę, firmę i lokalną sieć znajomych. Ich dzieci urodziły się lub dorastają w Holandii, chodzą do holenderskich szkół i często swobodniej poruszają się w tutejszym systemie niż ich rodzice.
Osiedlenie nie musi oznaczać zerwania więzi z Polską. Można planować dalsze życie w Holandii, a jednocześnie mówić w domu po polsku, śledzić polskie media, odwiedzać rodzinę i wychowywać dzieci w dwóch kulturach. Można także posiadać holenderskie obywatelstwo i nadal określać się przede wszystkim jako Polak lub Polka.
Tożsamość nie zmienia się automatycznie wraz z adresem. Również poczucie bycia u siebie nie zawsze przychodzi po określonej liczbie lat. Niektórzy czują się częścią holenderskiego społeczeństwa stosunkowo szybko. Inni po kilkunastu latach nadal mówią, że są tutaj „tylko na jakiś czas”.
Ilu Polaków naprawdę przebywa w Holandii?
To jedno z najczęściej zadawanych pytań i jednocześnie jedno z najtrudniejszych. Odpowiedź zależy od tego, co rozumiemy przez pobyt w Holandii i kogo uznajemy za część Polonii.
Według holenderskiego urzędu statystycznego CBS 1 stycznia 2024 roku w Holandii mieszkało 241,4 tys. osób pochodzenia polskiego. W tej grupie 189,4 tys. osób urodziło się w Polsce, natomiast 52 tys. przyszło na świat już w Holandii. W porównaniu z początkiem 2019 roku cała grupa zwiększyła się o około 55 tys. osób.
Ta liczba opisuje ludność ujętą w holenderskich rejestrach. Obejmuje nie tylko polskich obywateli, którzy przyjechali do pracy, lecz również osoby urodzone w Holandii i posiadające polskie pochodzenie. Nie jest więc równoznaczna z liczbą emigrantów z Polski.
Inny obraz pokazują polskie statystyki. Opisywane przez RadioPolskaNL dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazywały, że pod koniec 2025 roku w Holandii przebywało czasowo przez co najmniej 12 miesięcy około 130 tys. stałych mieszkańców Polski. Szczegółowo wyjaśnialiśmy te dane w osobnym artykule.
Różnica pomiędzy 130 tys. a ponad 241 tys. nie świadczy o pomyłce któregoś z urzędów. To dwie różne metody liczenia. CBS opisuje mieszkańców Holandii i osoby polskiego pochodzenia. GUS szacuje liczbę stałych mieszkańców Polski przebywających długookresowo za granicą. W obu przypadkach inna jest definicja badanej grupy.
Poza tymi zestawieniami znajduje się część osób przyjeżdżających na krótko, nieregularnie albo bez prawidłowej rejestracji. Dlatego zdanie „w Holandii mieszka dokładnie tylu Polaków” prawie zawsze wymaga dopowiedzenia: według jakiego źródła, na jaki dzień i zgodnie z jaką definicją.
Cztery miesiące, które zmieniają sposób liczenia
Holenderski system rozróżnia osoby mieszkające w kraju oraz nierezydentów przebywających tutaj krócej. Jeżeli ktoś planuje pozostać w Holandii dłużej niż cztery miesiące w ciągu sześciu miesięcy, powinien w ciągu pięciu dni od przyjazdu zarejestrować się w gminie jako mieszkaniec w Basisregistratie Personen, czyli BRP. Przy krótszym pobycie może zostać wpisany do części rejestru przeznaczonej dla nierezydentów, znanej jako RNI.
W teorii granica wydaje się jasna. W praktyce pracownik często nie wie, jak długo zostanie. Przyjeżdża na sześć tygodni, ale dostaje kolejną umowę. Planowane dwa miesiące zamieniają się w pół roku. Ktoś inny deklaruje dłuższy pobyt, po czym traci pracę i wyjeżdża po kilku tygodniach.
Dodatkowym problemem są częste zmiany zakwaterowania. Adres może być związany z agencją pracy, a utrata zatrudnienia oznacza równoczesną konieczność opuszczenia mieszkania. Pracownik przenosi się do innego miasta lub prowincji, ale informacja w rejestrze nie zawsze jest aktualizowana.
Holenderski rząd przyznał w 2025 roku, że nie zna dokładnego miejsca pobytu setek tysięcy pracowników migrujących różnych narodowości. Wiele osób nadal figuruje jako nierezydenci, mimo że faktycznie pozostaje w kraju dłużej. Nie jest to problem wyłącznie statystyczny. Nieprawidłowy adres utrudnia kontakt z pracownikiem, dostęp do pomocy, kontrolę warunków mieszkaniowych oraz reagowanie w przypadku wyzysku.
Właśnie dlatego liczba zarejestrowanych mieszkańców nie może być automatycznie traktowana jako liczba wszystkich Polaków obecnych w danym momencie w Holandii. Rejestry dobrze pokazują społeczność osiadłą. Znacznie gorzej wychwytują ludzi żyjących w ruchu.
Nie każdy sezon prowadzi do emigracji na stałe
Łatwo stworzyć atrakcyjną opowieść o osobie, która miała przyjechać na trzy miesiące, ale została na piętnaście lat. Takie historie są prawdziwe i wiele rodzin rozpoznaje w nich własne doświadczenia. Nie są jednak jedynym ani nawet typowym zakończeniem każdego wyjazdu.
Dla dużej części pracowników pobyt rzeczywiście jest czasowy. Badanie CBS obejmujące pracowników migrujących, którzy przyjechali w latach 2005–2016, wykazało, że 65,9 proc. polskich pracowników opuściło Holandię w ciągu pięciu lat. Wśród osób przybyłych w latach 2013–2016 odsetek ten wynosił około 70 proc.
Trzeba jednak ostrożnie interpretować te dane. Dotyczą one zarejestrowanych pracowników z konkretnych roczników migracyjnych. Wyjazd z Holandii nie oznacza też, że dana osoba nigdy nie wróciła. W migracji cyrkulacyjnej ktoś może zostać odnotowany jako wyjeżdżający, a po kilku miesiącach lub latach ponownie pojawić się w kraju.
Statystyka pokazuje jednak coś ważnego: wyjazd nie jest odstępstwem od reguły. Mobilność należy do podstawowych cech migracji zarobkowej. Dla wielu ludzi Holandia pozostaje etapem, źródłem dochodu albo jednym z kilku krajów, w których podejmują pracę.
Nie należy więc patrzeć na pracownika sezonowego jak na przyszłego stałego mieszkańca, który jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji. Część osób od początku nie chce się osiedlać. Ich celem jest właśnie możliwość wyjazdu, zarobku i powrotu bez przenoszenia całego życia.
Kiedy „na chwilę” zaczyna oznaczać kilka lat
Istnieje jednak również odwrotny proces. Pobyt, który miał być krótki, stopniowo się wydłuża. Najczęściej nie dzieje się to w wyniku jednej wielkiej decyzji. Zmiana składa się z wielu małych kroków.
Najpierw pojawia się możliwość przedłużenia kontraktu. Później lepsza oferta pracy albo przejście z agencji bezpośrednio do pracodawcy. Współdzielony pokój zostaje zastąpiony własnym studiem. Pojawia się kurs językowy, samochód z holenderskimi tablicami, lekarz rodzinny i znajomi niezwiązani wyłącznie z miejscem pracy.
Każdy z tych elementów zwiększa poczucie stabilności. Jednocześnie powrót do Polski staje się trudniejszy organizacyjnie i finansowo. Trzeba znaleźć nową pracę, przenieść ubezpieczenie, rozwiązać umowy, przewieźć rzeczy i ponownie zbudować codzienność. Po kilku latach człowiek może odkryć, że powrót nie oznacza już powrotu do życia, które zostawił. Tamto życie zdążyło się zmienić.
Nie oznacza to, że wszyscy przechodzą taką samą drogę. Stabilna umowa nie zawsze prowadzi do zakorzenienia, a własne mieszkanie nie musi oznaczać decyzji o pozostaniu na zawsze. Pokazuje jednak, jak z pobytu liczonego w miesiącach może powstać życie liczone w latach, bez wyraźnego momentu, w którym ktoś powiedział sobie: „od dzisiaj jestem emigrantem na stałe”.
Rodzina i dzieci zmieniają punkt ciężkości
Jednym z najważniejszych czynników wpływających na pozostanie jest rodzina. Analizy CBS pokazują, że pracownicy mieszkający w Holandii z partnerem lub dziećmi rzadziej wyjeżdżają w ciągu pięciu lat niż osoby żyjące samotnie. Jeszcze silniejszy związek widać wtedy, gdy partner również ma płatną pracę.
Nie jest trudno zrozumieć ten mechanizm. Dwie prace dają większe bezpieczeństwo niż jeden sezonowy dochód. Dochodzą wspólne zobowiązania, przedszkole, szkoła, opieka zdrowotna, mieszkanie i lokalne relacje. Powrót nie jest już indywidualną decyzją jednej osoby. Musi uwzględniać potrzeby całej rodziny.
Szczególne znaczenie mają dzieci. Według danych CBS w 2025 roku w Holandii mieszkało około 70 tys. osób polskiego pochodzenia poniżej 25. roku życia. Ponad 42 tys. z nich urodziło się już w Holandii. Dla tej części młodego pokolenia Holandia nie jest krajem emigracji. Jest miejscem urodzenia, szkoły, przyjaciół i pierwszych doświadczeń.
Rodzice mogą nadal myśleć o „powrocie do Polski”, ale dla dziecka taki wyjazd bywa przeprowadzką do kraju znanego głównie z wakacji, rozmów rodzinnych i opowieści. Nawet jeżeli mówi po polsku, może nie znać polskiej szkoły, języka używanego na lekcjach ani codziennych zasad funkcjonowania wśród rówieśników.
W takich rodzinach pytanie o przyszłość staje się bardziej złożone. Czy wracać, zanim dziecko rozpocznie szkołę? Czy poczekać do zakończenia kolejnego etapu edukacji? Czy powrót nadal jest wspólnym marzeniem, czy tylko planem rodziców? Nie ma jednej właściwej odpowiedzi, ale każdy kolejny rok sprawia, że decyzja ma większe konsekwencje.
Praca jest tutaj, ale życie społeczne nie zawsze
Polacy należą do najbardziej aktywnych zawodowo grup migracyjnych w Holandii. Według danych CBS dotyczących 2022 roku dla 81 proc. mieszkańców urodzonych w Polsce praca była głównym źródłem dochodu. To jeden z najwyższych wyników wśród analizowanych grup.
Wysoka aktywność zawodowa nie oznacza jednak automatycznie silnego zakorzenienia społecznego. Można przez wiele lat pracować w holenderskiej firmie, ale większość dnia spędzać wśród innych Polaków. Jest to szczególnie częste tam, gdzie rekrutacja, transport, zakwaterowanie i organizacja pracy odbywają się w języku polskim.
Na początku takie środowisko ułatwia funkcjonowanie. Nie trzeba znać języka, żeby rozpocząć pracę, zrobić zakupy czy poprosić o pomoc. Polscy koordynatorzy i bardziej doświadczeni pracownicy tłumaczą dokumenty oraz zasady. Z czasem ta sama wygoda może jednak ograniczać potrzebę kontaktu z Holendrami i utrudniać samodzielne poruszanie się poza miejscem pracy.
Badanie Sociaal en Cultureel Planbureau, przeprowadzone wśród 682 migrantów z Polski, którzy przyjechali po 2004 roku, pokazało skalę tego zjawiska. Ponad połowa respondentów nie znała niderlandzkiego albo często miała trudności z prowadzeniem rozmowy. Niemal trzy czwarte określało się przede wszystkim jako Polacy.
Nie oznacza to jednak całkowitego zamknięcia polskiej społeczności. W tym samym badaniu 39 proc. respondentów deklarowało częste kontakty zarówno z Polakami, jak i osobami bez migracyjnego pochodzenia. Jedna czwarta miała dużo kontaktów z Polakami i niewiele z Holendrami. Były też osoby utrzymujące głównie kontakty holenderskie oraz takie, które miały niewiele relacji w obu środowiskach.
To ważne rozróżnienie. Sam fakt mieszkania w Holandii nie mówi, czy ktoś czuje się częścią lokalnej społeczności. Jedna osoba po trzech latach swobodnie rozmawia z sąsiadami, angażuje się w życie szkoły i zna holenderskie instytucje. Inna po dziesięciu latach nadal załatwia większość spraw przez polskojęzycznych pośredników i funkcjonuje głównie w środowisku pracy.
Język decyduje o czymś więcej niż wygoda
Znajomość niderlandzkiego nie jest warunkiem rozpoczęcia wielu prac, dlatego łatwo odłożyć naukę na później. Przy krótkim kontrakcie jest to zrozumiałe. Jeżeli ktoś ma wrócić za dwa miesiące, inwestowanie czasu i pieniędzy w kurs może wydawać się niepotrzebne.
Problem pojawia się, gdy dwa miesiące zmieniają się w kilka lat. Brak języka ogranicza możliwość znalezienia lepszej pracy, samodzielnego kontaktu z lekarzem, rozmowy ze szkołą dziecka albo obrony swoich praw. Zwiększa zależność od pracodawcy, partnera, koordynatora i przypadkowych tłumaczy.
Język wpływa również na relacje. Trudno zbudować bliższą znajomość, jeżeli rozmowa kończy się na prostym powitaniu. Bez kontaktów poza polskim środowiskiem łatwiej przeoczyć możliwości zawodowe, lokalne wydarzenia i formy wsparcia dostępne w gminie.
Nie oznacza to, że każdy powinien porzucić polskie otoczenie albo za wszelką cenę upodobnić się do Holendrów. Polska społeczność może dawać realne wsparcie, poczucie bezpieczeństwa i możliwość zachowania własnej kultury. Największą różnicę daje możliwość wyboru: korzystanie z polskich kontaktów dlatego, że się tego chce, a nie dlatego, że bez nich nie można załatwić podstawowych spraw.
Samotność pośród ludzi
Migracja zarobkowa bywa przedstawiana głównie poprzez stawki godzinowe, liczbę wakatów i koszty zakwaterowania. Znacznie rzadziej mówi się o jej emocjonalnej cenie.
Można mieszkać w wieloosobowym domu i jednocześnie czuć się samotnie. Współlokatorzy zmieniają się razem z kolejnymi kontraktami. Znajomości z pracy kończą się, gdy ktoś zostaje przeniesiony do innej lokalizacji. Rodzina jest stale dostępna przez telefon, ale nie uczestniczy w codziennych problemach.
Badania dotyczące polskich migrantów w Holandii wskazują, że znaczenie ma nie tylko liczba kontaktów, lecz także ich różnorodność i trwałość. Mała sieć oparta wyłącznie na kilku krewnych lub współpracownikach może nie wystarczyć w przypadku utraty pracy, choroby, rozpadu związku albo konfliktu z agencją.
Ryzyko jest szczególnie duże u osób żyjących w zawieszeniu. Skoro pobyt ma być czasowy, trudno uzasadnić budowanie nowego życia. Skoro jednak kolejne miesiące mijają w Holandii, dawne relacje w Polsce mogą stopniowo słabnąć. Człowiek pozostaje pomiędzy dwoma miejscami, ale w żadnym nie ma już pełnego oparcia.
Powrót, który przesuwa się o kolejny rok
W życiu wielu emigrantów powrót ma swoje warunki, ale nie ma konkretnej daty. Nastąpi po zgromadzeniu oszczędności, spłacie kredytu, zakończeniu budowy domu albo ukończeniu szkoły przez dziecko. Kiedy jeden warunek zostaje spełniony, często pojawia się następny.
Nie zawsze jest to brak odwagi lub niezdecydowanie. Życie w dwóch krajach oznacza, że sytuacja ciągle się zmienia. W Holandii można otrzymać lepszą pracę. W Polsce rodzice zaczynają potrzebować opieki. Dziecko rozpoczyna ważny etap nauki. Rosną ceny mieszkań, zmieniają się związki i możliwości zawodowe.
Po latach zmienia się także sama Polska. Powrót do rodzinnej miejscowości może oznaczać inne warunki niż te, które zostały zapamiętane w dniu wyjazdu. Zmieniają się znajomi, rynek pracy i relacje rodzinne. Emigrant wraca do znanego kraju, ale nie zawsze do znanej codzienności.
Niektórzy mimo to podejmują decyzję o powrocie i dobrze odnajdują się w Polsce. Inni po kilku miesiącach ponownie wyjeżdżają. Część wybiera jeszcze inny kraj. Migracyjna droga nie musi kończyć się ani osiedleniem w Holandii, ani ostatecznym powrotem do miejsca pochodzenia.
Powrót nie jest porażką, podobnie jak pozostanie nie jest automatycznie sukcesem. Najważniejsze jest to, czy decyzja odpowiada rzeczywistej sytuacji człowieka i jego rodziny, a nie oczekiwaniom otoczenia.
Czy Polacy zaczynają opuszczać Holandię?
Wstępne dane CBS pokazują zmianę w najnowszych przepływach migracyjnych. W 2025 roku z Holandii wyjechało o około 1,1 tys. więcej osób polskiego pochodzenia, niż do niej przyjechało. W pierwszym półroczu 2026 roku również odnotowano, po raz pierwszy w takim półrocznym zestawieniu, przewagę wyjazdów Polaków nad przyjazdami.
Nie oznacza to, że ponad 200-tysięczna społeczność polskiego pochodzenia nagle znika. Saldo migracji pokazuje wyłącznie różnicę pomiędzy liczbą przyjazdów i wyjazdów w określonym okresie. Nie informuje, ile osób nadal mieszka w kraju, ile urodziło się tutaj dzieci ani ilu pracowników pojawia się na krótko i nie trafia do statystyki mieszkańców.
Ujemne saldo może jednak świadczyć o zmianie etapu polskiej migracji do Holandii. Po rozszerzeniu Unii Europejskiej i otwarciu rynku pracy napływ z Polski szybko rósł. Dzisiaj grupa osiadła jest znacznie większa, ale sam wyjazd zarobkowy może być mniej atrakcyjny niż kilkanaście lat temu.
Wpływają na to wysokie koszty mieszkań, brak dostępnego zakwaterowania, rosnące ceny codziennego życia oraz poprawa sytuacji finansowej części rodzin w Polsce. Dla osoby, która musi zapłacić za miejsce w pokoju, transport i ubezpieczenie, sama różnica pomiędzy polską a holenderską stawką nie zawsze oznacza już tak dużą korzyść jak wcześniej.
Jednocześnie Holandia nadal potrzebuje pracowników, a polskie firmy i agencje wciąż prowadzą rekrutację. Bardziej prawdopodobna od nagłego końca emigracji jest więc jej stopniowa zmiana: mniej nowych osób przyjeżdżających z zamiarem pozostania, dalsza rotacja pracowników krótkoterminowych i coraz większe znaczenie drugiego pokolenia.
Dlaczego mówienie o „jednej Polonii” bywa mylące?
Polak mieszkający od piętnastu lat w Amsterdamie i pracownik przyjeżdżający na sześć tygodni do szklarni mogą posługiwać się tym samym językiem, ale funkcjonują w dwóch różnych rzeczywistościach. Innych informacji potrzebuje osoba uzależniona od zakwaterowania oferowanego przez agencję. Innych rodzina wychowująca dzieci w dwóch językach. Jeszcze innych przedsiębiorca, student albo ktoś planujący powrót po wielu latach.
Różnice przebiegają również pomiędzy regionami. Życie polskiej rodziny w dużym mieście wygląda inaczej niż codzienność pracowników zakwaterowanych przy terenach przemysłowych lub rolniczych. Dostęp do transportu, kursów językowych, szkół polonijnych, organizacji społecznych i pomocy prawnej zależy od miejsca zamieszkania.
Nie wszyscy przyjechali z tych samych powodów. Nie wszyscy pracują fizycznie. Nie wszyscy chcą się integrować w ten sam sposób. Nie każdy pracownik sezonowy jest ofiarą, nie każda osoba z wieloletnim stażem czuje się w Holandii bezpiecznie i nie każdy człowiek wracający do Polski uznaje swój wyjazd za nieudany.
Sprowadzanie całej społeczności do jednego obrazu prowadzi do błędnych wniosków. Gdy patrzymy wyłącznie na zarejestrowanych mieszkańców, możemy nie zauważyć skali pracy krótkoterminowej. Gdy skupiamy się tylko na pracownikach agencji, znika nam pokolenie polskich dzieci urodzonych w Holandii. Gdy opowiadamy wyłącznie historie ludzi, którzy zostali na stałe, pomijamy tych, którzy co roku świadomie wracają do Polski.
Polonia jako wspólnota wielu różnych doświadczeń
Wspólne pochodzenie nadal ma znaczenie. Polacy szukają informacji w swoim języku, pomagają sobie w sprawach urzędowych, polecają pracę, lekarzy i szkoły. Powstają polskie firmy, organizacje, wydarzenia kulturalne, parafie i inicjatywy społeczne. W chwilach kryzysu polskojęzyczna sieć kontaktów może być pierwszym miejscem, do którego człowiek zwraca się o pomoc.
Nie oznacza to jednak, że Polonia ma jeden głos i wspólny plan. Jest raczej zbiorem nakładających się środowisk. Czasami spotykają się one przy okazji koncertu, wyborów, wydarzenia sportowego albo problemu dotyczącego pracowników migracyjnych. Na co dzień mogą niemal nie mieć ze sobą kontaktu.
Być może właśnie ta różnorodność najlepiej opisuje dzisiejszą polską obecność w Holandii. Dla jednych ten kraj pozostanie krótkim przystankiem. Dla innych regularnie powtarzanym sezonem. Kolejni będą przez lata dzielić życie pomiędzy dwa państwa. Są też osoby, dla których pytanie o powrót przestało mieć praktyczne znaczenie, ponieważ ich dom jest już tutaj.
Żadna z tych dróg sama w sobie nie jest bardziej prawdziwa od pozostałych. Dopiero zobaczenie ich wszystkich pozwala zrozumieć, kim są Polacy w Holandii.
Najczęściej zadawane pytania
Ilu Polaków mieszka w Holandii?
Według CBS 1 stycznia 2024 roku w Holandii mieszkało 241,4 tys. osób pochodzenia polskiego. Około 189,4 tys. z nich urodziło się w Polsce, a 52 tys. w Holandii. Jest to liczba zarejestrowanych mieszkańców i nie obejmuje automatycznie wszystkich osób przyjeżdżających na krótki sezon.
Czy pracownicy sezonowi są uwzględniani w statystykach?
Tylko częściowo. Osoby planujące pobyt krótszy niż cztery miesiące mogą rejestrować się jako nierezydenci w RNI. Część ludzi nie dokonuje prawidłowej rejestracji, zmienia adres albo pozostaje dłużej, niż początkowo planowała. Dlatego nie znamy dokładnej liczby polskich pracowników sezonowych obecnych w Holandii w konkretnym momencie.
Czy większość Polaków przyjeżdża do Holandii na stałe?
Nie. Migracja z Polski ma zarówno charakter stały, jak i czasowy, sezonowy oraz cyrkulacyjny. Badanie pracowników przybyłych w latach 2005–2016 wykazało, że około dwóch trzecich polskich pracowników opuściło Holandię w ciągu pięciu lat. Nie wiadomo jednak, ilu z nich później wróciło.
Czy Polacy obecnie częściej wyjeżdżają z Holandii?
W 2025 roku oraz w pierwszym półroczu 2026 roku odnotowano ujemne saldo migracji osób polskiego pochodzenia, czyli więcej wyjazdów niż przyjazdów. Nie oznacza to nagłego zaniku polskiej społeczności. Pokazuje natomiast, że tempo i charakter migracji z Polski zaczynają się zmieniać.
Źródła
- CBS: Integratie en Samenleven 2024 – ludność i migracja
- CBS: przyjazdy i wyjazdy pracowników migrujących w latach 2005–2021
- Rijksoverheid: rejestracja pracowników migrujących w BRP i RNI
- CBS: Landelijke Jeugdmonitor 2025
- CBS: sytuacja społeczno-ekonomiczna migrantów
- Sociaal en Cultureel Planbureau: badanie SIM2020
- CBS: migracja i rozwój ludności w 2025 roku
- CBS: migracja w pierwszym półroczu 2026 roku